najwyższy czas na profesjonalne doradztwo prawne

Tajne związki – masoneria - ISBN 978-83-60837-59-7

Masoneria – związek, który u wielu budzi ciekawość bo jest uważany za tajemniczy, okryty tak dobrą jak i złą sławą ale nade wszystko budzący respekt i grozę. Kojarzy się z rytami – próbami woli, charakteru, odwagi i lojalności. Niektórzy  uważają, że swój początek bierze jeszcze od średniowiecznego zakonu Templariuszy, który uległ poważnemu osłabieniu po ataku na niego na początku XIV w. króla francuskiego Filipa IV Pięknego, a który z czasem przerodził się w tajne stowarzyszenie. Należeli do niego najwybitniejsi, a nawet koronowani ludzie. Związek ten miał ambicje kierowania losami zarówno ludzi jak i nawet państw.

            Czym zatem jest, czy istnieje nadal, czy jest tak potężny jak go niektórzy przedstawiają, a wreszcie jeżeli tak, to jaki stosunek ma obecnie do społeczeństwa i jaki jest stosunek społeczeństwa do niego? Różne są opinie na temat masonerii. Przykładem jednej z opinii o tym związku jest w jaki sposób związek ten został przedstawiony przez ideologów promujących totalitaryzm, faszyzujący Ruch Narodowo-Radykalny Falanga (RNR) w okresie międzywojennym. Pogląd ten był wywołany aktualną wówczas sytuacją z jednej strony Trzeciej Rzeszy, postawy faszystowskich Włoch i Hiszpanii, a bolszewizmu z drugiej strony. Przywódcy RNR uważali, że tylko silne państwo totalitarne może oprzeć się  zaborczym ambicjom sąsiadów.

Ruch Narodowo-Radykalny wypowiedział się w pkt. 6 Zasad Programu co do tajnych związków: "Partie przestaną istnieć, tajne organizacje zostaną wytępione". Tajne organizacje stanowiły dla Ruchu Narodowo-Radykalnego podstawowy przedmiot ataku, a w szczególności organizacja masońska. Struktura masońska utożsamiana była z organizacjami na pozór pozostającymi bez związku z wolnomularstwem i takim jak Rotary Club, Beni Brithem, a także komórkami w strukturach partii politycznych. Ruch Narodowo-Radykalny dokonał szczegółowej analizy organizacji wolnomularskiej.

Kazimierz Hałaburda był zdania, że od pewnego czasu, coraz bardziej ujawnia się sieć wolnomularstwa oplatająca Polskę. Coraz więcej nazwisk i szczegółów dekonspiruje się ujawniając zakulisową działalność "templów". Napisał: Wolnomularze są wszędzie i kierują lub usiłują kierować wszystkimi partiami w Polsce[1].

Inny teoretyk Ruchu Narodowo-Radykalnego T. Gałąska przedstawił pogląd, że tajne organizacje lożowe deprawują życie polityczne w Polsce i utrzymują naród w rozbiciu.

"Jeśli tak wiele w życiu politycznym dokonywa się niespodziewanych zmian i przeobrażeń, których istoty logicznie rozumując trudno dociec, to dzieje się tak dlatego, że nie ma dziś w Polsce jawności politycznego działania, nie ma wartości ideowej walki, brak szczerych i zdecydowanych, jawnych posunięć taktycznych. Powierzchnia życia polskiego mącona jest nieustannie przez tajemnicze indywidua, nieznane nikomu z nazwiska oraz imienia. Pod powierzchnią życia działają takie organizacje. Wszystkie bez wyjątku stare partie polityczne inspirowane są i faktycznie kierowane przez tajne, nieznane dla przeciętnego człowieka organizacje, które w zasadniczy sposób wpływają na rzeczywistość."

T. Gałąska był zdania, że tajne organizacje są pozostałością epoki demoliberalnej i jako takie są pasożytem żerującym na zdrowym organiźmie społeczeństwa polskiego. W każdej z tych partii politycznych starego typu, "góra" jest połączona miedzy sobą w ten sposób, że nie wiadomo kto właściwie za co odpowiada. Zamiast wyraźnej jednostkowej odpowiedzialności, jest tam odpowiedzialność zbiorowa, a więc w gruncie rzeczy anonimowa. Człowiek który dzięki swej użyteczności dla organizacji i stanowiska w drabinie organizacyjnej uzyskał pewien stopień wtajemniczenia, a dzięki sprytowi dostał się do tajnej komórki - jest całkowicie w swej pozycji bezpieczny i popierany. Dotychczasowa zaś jego odpowiedzialność przechodzi w praktyce na całe grono osób stanowiących daną komórkę. Człowiek taki bez względu na swoją dalszą pracę ma raz na zawsze zapewniony szeroki zakres władzy. Napisał: "Tajne komórki w partii są czynnikiem deprawacji i wyjałowienia ideowego. Nie talent, ofiarność, uczciwość i użyteczność dla narodu jest tu probierzem. Spryt polityczny, uchylanie sie od odpowiedzialności, umiejętności kombinacji i perfidnej gry taktycznej - oto atuty potrzebne do zdobycia wpływów w takiej organizacji. Anonimowość tajnej organizacji, osłaniając tajne jednostki od odpowiedzialności, daje wiele pola do działania wszelkiego rodzaju politycznym karierowiczom, ludziom małym, a sprytnym, tchórzom potrzebującym zasłony dymnej i parawanu. Struktura tajnej organizacji wychowuje typ działacza mafijnego, krętacza politycznego, jest w samej swej istocie niezgodna z duchem polskiego narodu. Jako wytwór żydowskiego ducha i żydowskiej myśli, tajne organizacje są najlepszym dla Żydów środowiskiem do opanowania ugrupowań i kierowania ich sprężynami. Tajne organizacje - to środek do utrzymania partii w stanie impotencji ideowej, a narodu w rozbiciu i skłóceniu"[2].

Teoretycy Ruchu Narodowo-Radykalnego uważali, że wszystkie partie starego typu posiadają dwie struktury, jedną jawna, drugą tajną. Tajna, głęboko zakonspirowana struktura utworzona była w okresie, gdy Polska znajdowała się pod zaborami. Aby uchronić partię na wypadek jej zdelegalizowania lub represji nielegalnie działającej partii, stało się koniecznością utrzymywanie podwójnej struktury organizacyjnej. Dawało to jednocześnie partii możliwość prowadzenia pozakulisowej walki, czy to politycznej, czy wręcz nielegalnej lub nie etycznej. Tworzyło jednak dzięki temu siłę partii i możliwość jej odtworzenia w strukturze dostosowanej do aktualnych warunków. Jednocześnie tajna struktura partii stanowiła oręż w walce politycznej, w walce o wpływy wobec innych partii. Zakonspirowane w tajnej strukturze jednostki, miały znacznie większą swobodę działania kryte oficjalną strukturą, która zawsze mogła wyprzeć się określonej akcji tej tajnej komórki na wypadek ujawnienia kulis akcji. Łatwo do takich tajnych komórek partii mogli przeniknąć ze swoich tajnych związków masoni, by tą drogą móc podporządkować sobie partie lub co najmniej wpływać na nie.

Teza, iż w każdej partii tkwią wolnomularze i kierują tymi partiami, tylko pozornie pozostaje w sprzeczności z tezą, iż w takim razie masoni by musieli walczyć z masonami. Zgodnie z pierwszą tezą wolnomularze kierują wielkim kapitałem, a jednocześnie ruchem socjalistycznym, sanacyjną "naprawą" i katolicką "Partią Pracy", endecją i ludowcami. Tę pozorną sprzeczność wyjaśnił Kazimierz Hałaburda, starając się jednocześnie przybliżyć strukturę i cele wolnomularstwa:

"Był czas, gdy szeroki ogół miał o wolnomularstwie bardzo mętne i sprzeczne pojęcie. Jedni sądzili, że masoneria jest towarzystwem dobroczynnym. Ten pogląd wbijali do głowy profanów (niemasów) sami masoni, że dla przykładu wymieniamy choćby "brata" Roberta Fischera, który w swoim czasie ogłosił obszerną statystykę sum wypłacanych przez niemiecką masonerię różnym instytucjom i osobom potrzebującym pomocy. "Brat" Bode, "brat" dr Janowski i wielu innych masońskich pisarzy, tak właśnie przedstawiało wolnomularstwo w swych książkach dla szerokiego ogólu przeznaczonych. Inni sądzili że masoneria jest jakąś tajną sektą religijną, kult satanizmu uprawiającą. Wyobrażali oni sobie, że w lożach odbywają się zebrania poświęcone studiowaniu magii, że się tam odprawia "czarne msze", nabożeństwo ku czci Bafometa i czyni jakieś kabalistyczne praktyki. I ten drugi pogląd również masomi lansowali - miał to być drugi z kolei parawan przysłaniający właściwe dążenia "templów". Stosunkowo późno zorientowano się, że istotnym zakresem działania wolnomularstwa jest polityka. Dopóki jednak nie odkryto ścisłej zależności masonomerii wszelkich rytów, prawdziwy cel dążeń wolnomularstwa był dla profanów niezrozumiały"[3].

Teoretycy Ruchu Narodowo-Radykalnego wskazali ten cel bardzo wyraxnie. Celem tym miała być władza. Masoni, by móc rządzić stworzyli organizację o silnej strukturze hierarchicznej, o pełnym podporządkowaniu i posłuszeństwie poszczegól­nych szczebli tej drabiny. Posługiwali się metodami takimi, jakie mogły im zapewnić osiągnięcie tego celu. Struktura wolnomularstwa oparta była o internacjonalistyczną filozofię tworząc naród masonów. Sprawowanie władzy przez masonów miał opierać się na taktyce wynikającej z "divide et imperia", oraz tak zwanej "sztuce królewskiej". Kazimierz Hałaburda tak określił te cele: "Bodaj najlepszym określeniem wolnomularstwa jest nazwa "sztuki królewskiej" - mało rozpowszechniona wśród profanów, a przez "braci" rzadko już dziś używanej. Natomiast dawniej masoni bardzo chętnie się tą nazwą posługiwali - używał jej "brat" J.C. Findel w swojej "Historii wolnomularstwa", "brat" Krauze, "brat" Pike i inni "bracia" również chętnie  posługiwali się tym terminem, gdy chodzi o nazwę najlepiej oddającą charakter masonerii. Czemu akurat "sztuka królewska" - co wolnomularstwo ma wspólnego z monarchią "Sztuka Królewska" znaczy w danym wypadku, tyle co sztuka rządzenia, sztuka panowania nad masami. Miano królewskiej nadano wiedzy masońskiej z tego względu, iż podobną wiedzę powinien posiadać król, który musiał umieć rządzić swym państwem. Nazwa ta była zbyt przejrzysta i dlatego jej się obecnie w masońskich publikacjach prawie nie używa. Rzadko jednak który król tę królewską sztukę rządzenia posiadał, natomiast masoni wysokich wtajemniczeń przekazywali ją sobie z pokolenia na pokolenie, rozbudowywali i pogłębiali ją w stopniu bardzo wysokim. Istotą prawdziwego wtajemniczenia było nic innego jak tylko nauczanie kandydata tej właśnie wiedzy"[4].

Na temat zastosowania "sztuki królewskiej" w okresie między wojennym przez masonerię, pismo na łamach Falangi wiele. Przedstawiając strukturę organizacji masońskiej, teoretycy Ruchu Narodowo-Radykalnego przybliżali społeczeństwu zasady, jakimi rządziły się loże masońskie. Każdy wstępujący musiał przejść 3 stopnie wtajemniczenia zwane "rytani". Przygotowywano masonów w ten sposób do konspiracji i posłuszeństwa. Nauczono w tym okresie symboli, których uczniowie nie rozumieli, lecz dzięki czemu uczono posłuszeństwa wobec nakazów władz masońskich. Następnie "bracia" przechodzili okresy próby i wierności oraz inteligencji. Gdy się okazało, że brat jest mało inteligentny, lub nie dość wierny, kariera jego kończyła się na tych właśnie szczeblach. Jeżeli natomiast okazało się, że jest dostatecznie mądry, karny, a także pozbawiony moralności, awansował dalej i był stopniowo przygotowywany do celów charakteru i metod działania wolnomularstwa już nie "symbolicznego", ale do rządzenia. Zdobywał wiedzę zwaną "sztuką królewską"[5].

W 1935 r. zdaniem teoretyków Ruchu Narodowo-Radykalnego Francja, która liczyła 42 miliony ludzi - była rządzona przez 70.000 masonów, z czego większość symbolicznych będących zaledwie w studium nauki. Pojawiło się pytanie, jak to się może dziać, że tak duży naród ludzi mądrych i światłych może być rządzony przez tak niewielu. Kazimierz Hałaburda stwierdzał, że może tak się dziać, gdyż masoni zastosowali stary chwyt taktyczny, używany jeszcze przez Rzymian w stosunku do podbitych narodów, mianowicie "divide et impera"[6].

Kazimierz Hałaburda napisał:

"Nawet tam, gdzie wolnomularstwo jest bardzo rozpowszechnione, jak w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, liczba prawdziwych nie symbolicznych wolnomularzy jest bardzo mała. W rezultacie i siły ich są niewielkie - jeśli mała siła chce rządzić wielkim narodem, musi go rozbić na kilka, czy kilkanaście oddzielnych partii, które następnie ustawicznie się na siebie szczuje i w ten sposób zapewnia sobie przewagę. W interesie wolnomularstwa leży zatem istnienie owych partii, bo gdyby jedna z nich zwyciężyła, to choćby nawet masoni w niej mieli chwilowo przewagę, rychło by tę przewagę stracili. aby zaś móc skutecznie szczuć partie na siebie nawzajem, muszą w każdej z nich tkwić i bodaj częściowo nimi kierować. Celem istotnym i najważniejszym jest zatem nie program tej partii, przez masonów silnie opanowanej, ale istnienie tych wszystkich partii. I dlatego właśnie mamy masonów we wszystkich polskich stronnictwach i obozach. Na pierwszy rzut oka wydaje się postronnemu obserwatorowi rzecz dziwna, że i tu i tam są masoni, a partie mimo to że sobą się nie godzą i nie łączą, ale jedna grupa masońska drugą zwalcza - a wyjaśnienie jakie widzieliśmy jest bardzo proste. Co więcej, ilekroć jedna z tych partii niezbyt się rozrasta, a jakaś inna chyli do upadku, "bracia" natychmiast hamują wzrost pierwszej, a ratują drugą. Wszystko to w imię utrzymywania podziału.

Zdarza się jednak czasami, że partia najbardziej przez wolnomularstwo opanowana tak skandalicznie się skompromituje, że nie daje się już utrzymać tego w tajemnicy i oczom profanów ukazuje się w całej nagości i ohydzie nowe masońskie draństwo. Powstaje w narodzie słuszne oburzenie i robi się krzyk: - Masonów pod sąd!, Masonerię zlikwidować! Wiedzą wówczas "bracia", że gdyby do tego doszło, gdyby skandal znalazł się na wokandzie sądu, a "bracia" częściowo poszli do więzienia, śledztwo musiałby ujawnić nici łączące skompromitowanych z innymi, nie zdekonspiro­wanymi, tkwiących w pozostałych partiach. Ostatecznie więc częściowa nawet likwidacja w konsekwencjach musiałaby doprowadzić do całkowitej katastrofy wolnomularstwa.

Wówczas masoni tkwiący we wszystkich pozornie zwalczających się na śmierć i życie partiach, jednym głosem na daną z góry komendę zaczynają krzyczeć: "ojczyzna w niebezpieczeństwie! Nie czas załatwiać porachunki miedzy partyjne - odłóżmy to na później! Gódźmy się! Niech żyje zgoda narodowa!". Naród ma dosyć złodziei, ale ma też dosyć walk wewnętrznych - okrzyk "ojczyzna w niebezpieczeństwie" na patriotów działa hamująco, i w rezultacie zamiast likwidacji masonerii dochodzi do ... zgody narodowej, często do jakiegoś koalicyjnego rządu nawet. Gdy zaś masoneria zdoła zachwianą pozycje odzyskać...kończy się zgoda narodowa i rozpoczyna zwalczanie antymasońskich ośrodków narodowej świadomości politycznej. Przypomnijmy sobie jak pięknie zmontowano "zgodę narodową" we Francji po wyjściu na jaw afery Stawińskiego, co pociągnęło za sobą kompromitację najważniejszych ośrodków francuskiej masonerii. Już zdawało się, że zacznie się czystka, ale skończyło się wszystko na ... zgodzie ze złodziejami i mordercami. Ilekroć pada hasło międzyparla­mentarnej zgody - oznacza to w praktyce zgodę narodu na dalsze pozostawienie masońskiego urzędu w spokoju.

Taka łatwa międzypartyjna zgoda w ustroju parlamentarnym nie jest dla masonerii straszna - przecież partie nie przestały istnieć, tylko się pogodziły. W każdej więc chwili można rozpalić nowe walki i zerwać "zgodę", gdy już "braciom" nie jest potrzebna"[7].

Aby masoneria mogła rządzić tak, iż do niej należała decyzja co do zgody między partiami, wpływa na stworzenie zagrożenia dla narodu czy państwa, a także w wielu sprawach mniejszej wagi, musiała istnieć struktura bardzo silna wewnątrz organizacji wolnomularskiej. Na najniższym szczeblu wymagane było pełne posłuszeństwo wobec osób zajmujących wyższy szczebel. Często ośrodek kierowniczy był nie znany personalnie niższym szczeblom. Jak każda tajna organizacja, masoneria dbała o to, by w razie dekonspiracji którejś z komórek, można było odciąć tę komórkę, tak by pozostała struktura mogła być bezpieczna i nadal funkcjonować. Gwarancją utrzymania tajemnicy był także rytuał przysięgi składanej przez "braci", a jednocześnie istnieli egzekutorzy takiej przysięgi, która była jednocześnie pełnomocnictwem. Tekst takiej przysięgi przytacza belgijska gazeta "La Libre Belgique" dodając, że każdy mason musi podpisać taki tekst oświadczenia. Brzmi on tak: "ja niżej podpisany oświadczam, że pragnę umrzeć poza wszelką religią. Nie życzę sobie, by jakikolwiek duchowny, jakiegokolwiek wyznania przeszkadzał mi w ostatnich momentach mego życia. Upoważniam niniejszych obecnych tutaj panów i każdego z nich z osobna do pilnowania, by stało się zadość temu memu życzeniu wypowiedzianemu dobrowolnie. Dlatego też, jeśli zdaniem ich znajdę się w obliczu śmierci lub w skutek osłabienia i choroby nie będę mógł się sam bronić przed naciskiem księży lub innych osób, mają oni pilnować mego śmiertelnego łoża i przedsięwziąć w razie potrzeby wszelkie środki zaradcze. Mają oni być całkowicie panami w rzeczach dotyczących mojej osoby. Żądam, by rozporządzenie ich uważano jako wyraz mojej własnej woli. Proszę niniejszym, by powyższe moje zarządzenie zostało wykonane co do joty i by w razie potrzeby poparły je władze sądowe. Niniejszym upoważniam każdego z wyżej wymienionych panów - pełnomocników do udzielania w razie potrzeby mego pełnomocnictwa innym osobom, do odbierania im tego pełnomocnictwa i do udzielania go innym osobom"[8].

Stefan Niebudek w Młodym Narodowcu napisał: "świeżo ujawniony wstrząsający fakt - udaremniony Lelewelowi przez masonów przyjęcia ostatnich sakramentów na łożu śmierci mówi jaskrawo o wrogo antychrześcijańskiej postawie lóż"[9].

W Europie istniały dwie struktury organizacji wolnomularskich. Jedna nosiła nazwę Wielka Loża, druga Wielki Wschód. Pomiędzy nimi istniały różnice rytualne, polegające przede wszystkim na innej kolejności stopni, a także na odmiennościach w wykonywaniu obrzędów. Inną poważną różnicę stanowiło to, że Wielka Loża ideowo stała na gruncie deistycznym, czyli uznania Boga jako wielkiego budowniczego świata, natomiast Wielki Wschód stał na gruncie ateistycznym i wykluczał Boga. Jednakże, te dwie grupy nie wyczerpały wszystkich różnic pomiędzy tymi strukturami. Naczelną różnicą była zupełnie odmienna struktura jednej i drugiej ze względu na cel, który przyświecał każdej z nich, a jednocześnie uzupełniały się wzajemnie. Teoretycy Ruchu Narodowo-Radykalnego przedstawili te struktury wolnomularskie biorąc pod uwagę właśnie ich cele i działalność.

"Jest rzeczą dla każdego myślącego człowieka zrozumiałą, że innej organizacji potrzeba dla rządzenia, a innej dla robienia rewolucji. Są kraje, których stosunki są bardzo ustalone, wrogowie masonerii bardzo słabi i rządzącej masonerii nie grozi znikąd rewolucja. W takich krajach - rzecz niezmiernie charakterystyczna jest tylko jeden rodzaj masonerii - tylko Wielka Loża. Do takich krajów należą: Anglia, Holandia, Szwajcaria, Norwegia, Dania. Ale są inne kraje w których nagromadzony jest materiał rewolucyjny, w których masonowie nie rządzą, lub rządząc czują się zagrożeni przez wrogów i przez kościół katolicki, czy ruchy narodowe. Posiadać w takich krajach tylko jedną organizację tajną byłoby  bardzo ryzykowne. Trudno bowiem do takiej loży wciągnąć działaczy rewolucyjnych i wyższych urzędników jakiejś dyktatury - albo wtedy działacze rewolucyjni złagodnieją i przestaną pracować nad ruchem wywrotowym, albo co mniej prawdopodobne wyżsi urzędnicy uwierzą w konieczność rewolucji i masoneria będzie nastawiona na ryzykowny wstrząs. Jedyne wyjście dla loży w takim kraju, to podzielić się od samej niemal góry na dwie organizacje pozornie się zwalczające. W dołach tych organizacji będą nawet szczerze wierzyć w tę walkę - wspólny "szczyt" będzie czuwał aby nie poszła ona za daleko.

Otóż, lożą przeznaczoną do rządów jest Wielka Loża, a lożą przeznaczoną jako klapa bezpieczeństwa i dla opanowania sił rewolucyjnych jest Wielki Wschód. Wielki Wschód działa obok Wielkiej Loży we Francji, Hiszpanii, Belgii i we wszystkich krajach środkowej i południowej Europy. Gdy w jakimś z tych krajów rządzą nie masoni, na pierwszy plan wybija się akcja Wielkiego Wschodu - gdy uda im się zdobyć władzę, loża lub poszczególni członkowie przechodzą stopniowo do Wielkiej Loży. Niepotrzebna jest  już bowiem rewolucja, potrzebne jest teraz przenikanie aparatu państwowego, osadzania środków dyspozycji swoimi ludźmi.

W Polsce pod zaborami działał tylko Wielki Wschód. Wielka Loża została zorganizowana dopiero po zakończeniu wojny z bolszewikami i ostatecznym ustaleniu się Polski jako państwa. Punkt ciężkości przeniósł się z tą chwilą na działalność Wielkiej Loży. Nic w tym dziwnego. Bez rewolucji udało się w latach rządów sejmowych zdobywać jedną placówkę po drugiej, przenikać do wszystkich partii i rządów.

Nie będziemy tu opisywali dziejów lat następnych. Stwierdzimy tylko, że jeszcze przed dwoma laty Wielka Loża i Wielki Wschód w Polsce byli oficjalnie w walce, a zatem na szczytach panowało wielkie naprężenie stosunków. Oznaczało to, że masoneria obawia się utraty wszystkich wpływów na państwo i z tego powodu wzmaga akcję rewolucyjną Wielkiego Wschodu. Niebezpieczeństwa udało się lożom widocznie uniknąć. Droga przenikania ośrodków dyspozycji stała się znowu widać łatwiejsza i pewniejsza. Władzę można w pełni wziąć bez przewrotu. A zatem przeszło polecenie od międzynarodówki i pogodzili się"[10].

Powyższy artykuł ukazał się pod tytułem: "Uwaga na obce agentury. Wielka Loża i Wielki Wschód pogodziły się. Masoneria liczy na pełnię władzy bez dokonania przewrotu".

Masoneria dążyła do opanowania ośrodków dyspozycji nie tylko w poszczególnych partiach, ale także w organach władzy państwowej a nawet dążyła do opanowania Ligii Narodów. O ile opanowanie ośrodków władzy w danym kraju jest oczywiste analizując cele organizacji wolnomularskich, to opanowanie Ligi Narodów stało się zagadnieniem wskazującym dalekosiężny cel wolnomularstwa, a wynikający z założeń tej struktury. Ta działalność wolnomularska ujawniona została przez samych masonów. Mason Lennhof - Levy pisał w Winer Freimaurerzeitung (Wiedeńska Gazeta Wolnomularska) w 1927 r. "Oczywiście w jednym punkcie mają racje ludzie, którzy domagają się współzależności pomiędzy wolnomularstwem a Ligą Narodów. Liga Narodów jako taka powstała z koncepcji wolnomularstwa, które może być z niej dumne"[11].

Ustosunkowując się do stanowiska organów wolnomularskich, teoretycy Ruchu Narodowo-Radykalnego zadali sobie pytanie: "czym jest zatem ojczyzna, czym wolność, czym narodowa odrębność i wierność swemu narodowi?"[12].

W zasadzie światowy kongres masonerii, który się odbył w Belgradzie w 1926 r. nakazywał: "Pojęcie ojczyzny jest przestarzałe. Musi być ono zastąpione pojęciem "światowej ojczyzny", która by była rządzona przez organ w rodzaju Ligi Narodów. Działająca Liga Narodów składa się prawie wyłącznie z "braci", którzy rozumieją, że nacjonalizm się przeżył"[13].

Wiedeńska Gazeta Wolnomularska w 1923 r. przedstawiła taki program: "Tylko idąc drogą takiego pacyfizmu, życie narodów może doprowadzić do połączenia wszystkich ojczyzn, a miejmy nadzieję, że także do dziś jeszcze nierealnych Stanów Zjednoczonych Europy i Świata". fragment ten stanowi wytyczne dla życia wolnomularzy - na dorocznym zgromadzeniu w roku 1923[14].

Teoretycy Ruchu Narodowo-Radykalnego przedstawili swój stosunek do koncepcji stworzenia Stanów Zjednoczonych Europy i Świata następująco:

"Tak więc można mieć nadzieję na ostatni wyczyn Międzynarodówki, na bolszewizm, bo już nie można zauważyć różnicy między Genewą a Trockim". Przytoczyli w tym miejscu słowa Trockiego: "Proletariatowi nie chodzi o obronę przeżytej narodowej ojczyzny, lecz o stworzenie ojczyzny o wiele potężniejszej - Republikańskich Stanów Zjednoczonych Europy jako fundamentu Stanów Zjednoczonych Świata" (Leon Trocki, Wojna i Międzynarodówka, Berlin 1914,. według Rosenberga s. 99)[15].

W jaki ma się sposób dokonać przejście od Ligi Narodów przez Paneuropę do Republiki Świata zdradza nam uchwała Wielkiego Wschodu z września 1925 r.:

1. Liga Narodów jest przedprożem Paneuropy i Związku Ludów.

2. Delegaci do Ligii Narodów powinni być wybierani przez parlamenty i związki gospodarcze, a nie mianowani przez rządy.

3. Liga Narodów powinna być uprawniona do żądania zbrojnych sił poszcze­gólnych państw.

4. Uchwały Ligii Narodów traktować jako ustawy państwowe, które już nie podlegają dyskusji w ciałach ustawodawczych.

5.  .....

6. Stworzyć konstytucję międzynarodową, dać Lidze Narodów władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądową[16].

 

W Polsce, w działalności politycznej ujawniły się cztery odmiany lóż masońskich. Wykrycie ich i dokonanie analizy celów masonerii jest bardzo trudne i niekiedy także niebezpieczne. Najtrudniej jednak wykryć wyższe szczeble organizacji wolnomularskiej. 1938 r. teoretycy Ruchu Narodowo-Radykalnego tak przedstawili ten problem:

"..wykrycie niższego stopnia masonerii nie byłoby trudne przy pewnym wysiłku. Niższego stopnia - nie wszystkich. Każdy kto zetknął się z zagadnieniem tajnych organizacji, wie, że ich doły i góry nikną w mroku i są nieokreślone. Wystarczy aby w niewinnym stowarzyszeniu jakichś np. Miłośników siedziało kilku ludzi tajnie zorganizowanych, a w sposób dla reszty członków nie postrzeżony zrobią z niego swoją podbudówkę i swój teren rekrutacyjny. W loży siedzi znowu kilku "braci" nieznanych pozostałym, którzy są wyżej zorganizowani w jakiejś organizacji.

Na szczytach może być po prostu 20 sprytnych Żydów, którzy kręcą i masonerią i Komunistyczną Partią, Rotary Clubami i Beni Brithem i setkami innych organizacji o najróżnorodniejszych nazwach i zadaniach. Dlatego nie wolno dać się złudzie niepoważną nieraz szatą zewnętrzną, w jakiej występują najniższe stopnie klasycznej masonerii. Trzeba zdać sobie w ogólnych zarysach sprawę czym jest masoneria w polityce polskiej i na jakie organizacje polityczne wywiera ona wpływ decydujący. W życiu polskim politycznym działają 4 odmiany masonerii:

I.   Masoneria "Złota" - działająca głównie wśród sfer gospodarczych, wśród przemysłow­ców, bankierów i niektórych grup konserwatywno-ziemiańskich. Jej ośrodkiem jest Loża "Kopernik".

II. Masoneria "Czerwona" działająca głównie wśród socjalistów "pracowników umysłowych", wśród inspektorów szkół ludowych w Związku Nauczycielstwa Polskiego. Jej ośrodkiem jest Loża "Prawo Ludu".

III. Masoneria "Amarantowa" działająca wśród lewicy sanacyjnej kierująca mafią naprawiacką, a także wszelkiego rodzaju "Klubami Demokratycznymi". Jej ośrodkiem jest Loża "Łukasiński".

IV. Masoneria "Błękitna", zależna od centrali francuskiej, działająca za tak zwanym frontem Morges ("stronnictwo pracy", Sikorski, Paderewski, Korfanty, Rataj)"[17].

Teoretycy Ruchu Narodowo-Radykalnego uważali Rotary Club za ośrodek organizacji masońskiej. Uważali, że ten klub nie tyle jest opanowany przez masonerię, ile wręcz stanowi legalny parawan komórki masońskiej. W okresie bardzo burzliwej kampanii organów Ruchu Narodowo-Radykalnego w tym w szczególności Falangi, władze klubu zareagowały w ten sposób, że do Polski przyjechał prezes Rotary Clubu, Dupperey. Komentarz jaki zamieściła Falanga do tego zdarzenia nie pozostawiał wątpliwości co do poglądów dziennikarzy Falangi wobec klubu. "Dyskusja masońska w sejmie spowodowała natychmiastową interwencję lóż. Przyjechał brat Hoower in Dupperey - prezes Rotary Club, maluczko, a ujrzymy p. Julies Romains a - prezesa międzynarodowej federacji Pen Klubów. Witać go będzie znany filosemita Jojne Parandowski, szabesgoj ożeniony z Żydówką, mąż zaufania Wielkiego Wschodu. Jeszcze Słonimski i Breiter do kompletu"[18].

Kontekst w jakim Ruch Narodowo-Radykalny umiejscawiał Rotary Club sprowadzał się do tego, iż traktowano ten klub jako komórkę Wielkiego Wschodu. Loża ta zaniepokojona faktem wzrastającej siły ruchów narodowych, które siłą rzeczy walczyły z internacjonalizmem w tym masonerią, a w szczególności ujawnieniem zamierzeń wobec masonerii nasiliła w Polsce swe wpływy. Fakt, że do sejmu wpłynął projekt ustawy antymasońskiej spowodował, iż zagrożenie dla loży stało się realne. Aktywność Rotary Clubu w tej sytuacji skłoniło teoretyków Ruchu Narodowo-Radykalnego do przedstawienia sylwetki tego klubu.

"Kiedy przez inne kraje rwie gwałtowny prąd historycznych wypadków, Polska przedstawia obraz martwej sadzawki, do której skaczą żaby z różnych stron. Podejrzane znakomitości upodobały nas sobie w ostatnich czasach. Po angielskich masonach zaczynają nas odwiedzać Rotaryści. Jednocześnie zjeżdża Rotarysta amerykański Hoower i prezes Rotarytstów międzynarodowy bankier francuski Dupperey. Dupperey ogłosił wywiad w organie wielkiego przemysłu krajowego (ale nie polskiego) - Kurierze Polskim, w którym tłumaczył, że Rotaryści nie mają nic wspólnego z masonami, i że są chętnie widziani przez Kościół. Jedno i drugie jest nieprawdą. "Rotary" organizują stworzoną przez masonerię dla opanowania życia gospodarczego, a złożoną z kapitalistów i ich urzędników. Sam Dupperey przyznawał, że ich hasłem jest słowo "służyć'. Jest to hasło lóż masońskich. "Rotary" niby jest organizacją jawną, ale w Polsce list swoich członków publicznie nie ogłasza. Celem prawdziwym "Rotary" jest opanowanie życia gospodarczego i ustawowego, a siedzący w "Rotary" masoni wyzyskują to dla swej organizacji. Prezesi "Rotary"są tylko figurantami. Kościół Katolicki wyraźnie przestrzega wiernych przed wystąpieniem do "Rotary", a księżom jest to koniecznie zakazane przez Stolicę Apostolską. W ostatnich latach odbył się najazd Rotarianów na Polskę. Przywiózł tę wiadomość z Ameryki Jerzy Loth profesor J.S.M., a jego brat założył lożę "Rotary" w Łodzi. Obecnie istnieje w Polsce siedem klubów "Rotary" w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Lwowie, Gdyni, Katowicach, Bielsku. Łączą te kluby w swych szeregach Żydów, Polaków, Niemców i przedstawicieli obcego kapitału w Polsce.

"Rotary" jest organizacją masońską. Przytaczają to w swoich oświadczeniach władze masonerii amerykańskiej i wydawnictwa masońskie. Wszelkie dowody podaje książka Chełmickiego. Skoro jednak Dupperey twierdzi, że "Rotary" jest jawne, to chcemy mu pomóc i ujawnić listę członków"[19].

Zasięg masonerii w polityce był bardzo wielki. Trudno przypuszczać aby wolnomularstwo nie było znane czołowym politykom. Jeżeli organizacja wolnomularska nie dość skutecznie działając, nie wpływa na liczących się polityków, to przynajmniej politycy ci musieli zetknąć się z działalnością masonerii. Roman Dmowski wskazywał na wolnomularstwo jako na tę siłę, która podkopuje siłę narodu i stale mu szkodzi. Podobnie marszałek Piłsudski przestrzegał przed masonerią. Zdaniem teoretyków Ruchu Narodowo-Radykalnego istniało silne podejrzenie, że generał Sikorski w okresie przedmajowym organizował loże masońskie, szczególnie wśród oficerów. Pomimo, że od wieków znane było wolnomularstwo, w zasadzie nikt nie walczył oficjalnie z nimi. Walkę tę toczyły jedynie organizacje nacjonalistyczne. Ich to zdaniem "bracia" zakonspirowani w różnych partiach i organizacjach udaremniali tę walkę. Nadto obawiano się kolosalnych wpływów masonów walczących o swój byt i to wpływów zarówno politycznych jak i gospodarczych. Nie znaleziono właściwie żadnej skutecznej metody by zlikwidować tę tajną organizację[20].

Premier angielski Lord Baconsfield w przemówieniu wygłoszonym 20. 09. 1876 r. stwierdził: "Ten tylko może pisać historię współczesnej Europy, kto pozna tajniki tajnych związków. Mężowie stanu naszego stulecia mają nie tylko do czynienia z rządami, cesarzami, królami i ministrami, ale także z tajnymi stowarzyszeniami. Te stowarzyszenia mogą w ostateczności unicestwić wszelkie układy polityczne, mają one wszędzie agentów, nieczułych na skrupuły, którzy podżegają do morderstw, związki te mogą w każdej chwili spowodować krwawą łaźnię, jeżeli tylko uznają to za celowe"[21].

Premier angielski okresu międzywojennego Boldeim tak wypowiadał się na ten temat: "Czynię wszelkie wysiłki, aby nie pchnąć Europy w zbrodniczą awanturę, do czego pragnęłyby mnie skłonić ślepy fanatyzm i bezlitosna chciwość. Ale państwa, między nimi i Korona Anglii nie są już panami swego losu! Siły, które wymykają się z pod naszej kontroli, zarówno w moim kraju, jak i w jakimkolwiek innym, wygrywają tylko swoje własne cele i swój pomylony idealizm. Biada temu, kto wywoła wojnę. Ale obawiam się, że moje wysiłki rozbiją się o tę ponurą wolę, która mnie popycha"[22].

Mussolini w przemówieniu wygłoszonym na Polu Sportowym w Berlinie w 1937 r. powiedział:

"Gdzie indziej pod płaszczykiem niepozbywalnych praw człowieka, polityka jest opanowana przez potęgi pieniądza, kapitału, tajne związki i przez skłócone ze sobą grupy polityczne. W Niemczech i w Italii jest najsurowiej wykluczone wpływanie czynników prywatnych na politykę państwa. Nie wiem czy i Europa się obudzi, gdyż tajne, choć dobrze znane nam potęgi działają, aby wojnę domową przekształcić w pożar Świata"[23].

Już na początku swej działalności na stanowisku szefa rządu Italii Mussolini mówił podczas kongresu partii faszystowskiej: "W czasie moich rządów ustaliłem, że masoneria obstawia swoimi ludźmi wszystkie organa życia włoskiego. To jest potworne, że wyżsi urzędnicy państwowi informują lożę i przyjmują od niej dyrektywy. Najczulsze instytucje państwowe, jak sprawiedliwość, oświata i wojsko znajdują się bezwzględnie pod wpływami masonerii. To jest niedopuszczalne i z tym trzeba skończyć"[24].

W dniu 20 lutego 1938 r. w sejmie w odpowiedzi na interpelację posła Dudzińskiego, Składowski stwierdził:

"Przejdźmy do tej samej sprawy, do tych strasznych masonów. Sprawa masonerii nie została więc dotąd załatwiona przez 34 rządy, nie przez mój, ale całe 34 rządy, w tym wielokrotnie rządy marszałka J. Piłsudskiego, na którego powołał się kolega Dudziński. Dlaczego nie została załatwiona? Nie dlatego, ażeby ten stan rzeczy był taki przyjemny i żeby to było dobrze, że jest nie załatwiony. Ale dlatego, że naprawdę jest tyle zagadnień w Polsce i tyle rzeczy ważniejszych, jeszcze ustawowo nie uporządkowanych, że z konieczności ta sprawa jest w zawieszeniu. Panie kolego Dudziński, życzę Panu dobrze, ostrożnie bo masoneria już niejednego skróciła"[25].

Na temat masonerii wypowiadały się także władze kościelne.

"Wśród uchwały Jasnogórskiego Synodu Biskupów Polskich na szczególną uwagę zasługują uchwały dotyczące masonerii i komunizmu. Brzmią one jak następuje: "Nie godzi się należeć, popierać ani współpracować z sektami, masonerią, z socjalistami ani innymi organizacjami zarówno jawnymi, jak i tajnymi, które są wrogie kościołowi i porządkowi społecznemu, albo szerzą zobojętnienie religijne. W szczególny sposób Synod Plenarny wzywa katolików, by się pilnie strzegli komunizmu stanowiącego najgroźniejszą zarazę współczesnego świata i by wszelkimi sposobami zwalczali zarówno jego przebiegłą propagandę jak i zgubne hasła burzenia religii, szerzenia nienawiści, niszczenia wszelkiego ładu społecznego[26].

Kazimierz Hałaburda przedstawił na łamach Falangi metody walki z tajnymi związkami, szczególnie z masonerią. Przedstawił on trzy zasadnicze elementy konieczne w tej walce, a to: jawność działania, jednostkowa odpowiedzialność oraz wyczerpujący program - które jako jedyne mogą zniszczyć masonerię. Pisał:

"Czas otwarcie powiedzieć, że metody zwalczania wolnomularstwa w Polsce dotychczas stosowane były zupełnie błędne, nie tylko nieskuteczne, ale wprost sprzyjające prosperowaniu i działaniu lóż. Na czym polegały dotychczasowe metody walki z wolnomularstwem? Na tworzeniu antymasońskich związków tajnych o strukturze organizacyjnej żywo przypominającej ustrój wolnomularstwa! Przeciwnicy wolnomularstwa rozumowali bowiem w sposób następujący - skoro wolnomularstwo jest sprzężeniem tajnym, hierarchicznym, ale z hierarchią zakonspirowaną, gdzie istnienie wyższych szczebli było tajone wobec członków niższych komórek, skoro wolnomularstwo działa w ukryciu, co mu w jego sytuacji gwarantuje dużą skuteczność akcji, należy zatem użyć nie mniej silnej i podobnej w działaniu broni. Taki sposób walki z masonerią był tym łatwiejszy do zastosowania, że przed odzyskaniem niepodległości wszystkie polskie partie ze względu na represje zaborców musiały być w ogóle tajne, albo co najmniej przez konspiracyjne sprzysiężenie podbudowane. Po odzyskaniu niepodległości żadna partia nie chciała swego tajnego kośćca zdekonspirować, widząc, że grupy konkurencyjne mają podobne podbudowania i obawiając się wobec takiego stanu rzeczy, ulec w walce o władzę. Gdy ma się gotową konspirację, wierzy się w jej skuteczność, choćby było wręcz odwrotnie. A zwłaszcza ufa się tej broni, jeśli chodzi o walkę z tak doskonale rozbudowaną siecią konspiracyjną jak wolnomularstwo.

Rozumowanie to było wskroś błędne - nic takiego nie sprzyja akcji wolnomularstwa jak właśnie istnienie jakiejś innej, w mniemaniu przeciwników wolnomularstwa własnej konspiracji! Wytwarza się bowiem sytuacja następująca - szepty na stronie, krycie się jednych przed drugimi, atmosfera tajemniczości, stałe powoływanie się na dyspozycje jakichś nieznanych władz, o które nie wolno pytać kim są i do czego w danym momencie dążą, stale zjawiają się ludzie obdarzeni i kierowani tajemniczymi mandatami, którzy coś robią na własną rękę, czego jednak nie wolno badać, bo byłoby to przecież dekonspirowaniem własnej poufnej organizacji i karygodnym objawem nieufności wobec własnych zakonspirowanych władz.

Czyż można sobie wyobrazić atmosferę jeszcze bardziej sprzyjającą unifiltrowaniu się masonów do obcych szeregów? Przecież gdyby właśnie wolnomularze chcieli celowo przygotować sobie w jakiejś organizacji podatny grunt do jej opanowania, to właśnie powinni byli postarać się, aby na gruncie tej organizacji powstała przed tym jakaś "własna" w mniemaniu tej organizacji konspiracja. Mamy dane twierdzić z całą pewnością, że tak też wolnomularstwo niejednokrotnie postępowało! Jeśli nie wszystko, to przynajmniej część poufnych podbudówek w organizacjach antymasońskich powstało właśnie staraniem masonów. Pozornie twierdzenie to wydaje się dość nieprawdopodobne, a już co najmniej świadczące o niesłychanym wyrafinowaniu i potędze wolnomularstwa - tak jednak nie jest.

W pewnej antymasońskiej organizacji znalazło się kilku masonów - paru z nich należało do tej organizacji dawniej i dopiero później udało się wolnomularstwu wciągnąć ich do loży, paru innych wprost z loży wydelegowano z nakazem przeniknięcia w szeregi owej organizacji. Wszystko to zabrało wiele czasu i kosztowało sporo fatygi. Po dokonaniu tego pierwszego etapu prac przygotowawczych "bracia: przystąpili do dalszej akcji, polegającej na wmówieniu w kierownictwo partii, że konieczne jest utworzenie konspiracji, co miało rzekomo zapewnić jej kolosalną sprawność i skuteczność działania. "Bracia" przytoczyli tyle argumentów, tak sugestywnie opisywali potęgę owej przyszłej organizacji, która jedynie zdolna będzie do skutecznej walki z masonerią, gdyż tylko stosując równie skuteczne i delikatne metody można z masonerią walczyć. Pozorne argumenty były logiczne i odnosiły skutek - konspiracja powstała. Zaczęły się tajne konwentykle, sekrety, szepty, powoływanie się na niezbadane bliżej mandaty, a przede wszystkim członkowie organizacji przestali być wrażliwi na wszelkiego rodzaju niejasności - sekret, dyskrecja, bezwzględne posłuszeństwo nawet dla rzeczy niezrozumiałych, niezrażenie się na widok podejrzanych i niezrozumiałych grup i klik. Przecież to wszystko swoi. Teraz już loża nie miała najmniejszej trudności w ostatecznym opanowaniu wrogiej sobie organizacji. Wprowadzono nowych "braci", a co najważniejsze, uzależniono od nielicznej grupki wolnomularzy całą "własną" konspirację - w tym celu wystarczyło opanować jedną z wyższych komórek za pomocą tak zwanego "przecięcia", czyli utworzenia w jej łonie czysto masońskiej konspiracji oczywiście nieznanej wyżej stojącym kierownikom. W dalszej części Kazimierz Hałaburda tak ujął to zagadnienie:

"To też zwalczanie konspiracji wolnomularskiej za pomocą podobnych do niej sprzysiężeniom nie prowadzi do celu - nie tylko masonerii nie szkodzi, ale wprost ułatwia jej akcje. Walkę wolnomularstwu należy wydać na płaszczyźnie najmniej dla "braci" wygodnej - na otwartej przestrzeni w pełnym słońcu. Dopiero tam, gdzie sprzysiężenie pozornie "własnego" nie ma, gdzie nie istnieją sekrety i powoływania się na niemożliwe do zbadania mandaty, gdzie każdy szept w kącie jast znakiem, że tu działa mafia - tam tylko "bracia" są bezsilni. Jawność to warunek pierwszy".

Po wtóre, zwalczając wolnomularstwo należy pamiętać o jednostkowej odpowiedzialności - tam gdzie decyduje nie jeden człowiek, ale pozornie równouprawnionym kolegium, wolnomularstwo ma duże pole do działania. Wystarczy wówczas zjednać tam trzech czy czterech na dziesięciu, a zbiorowe decyzje będą zawsze szły po linii owej zakonspirowanej grupki bez obciążania się odpowiedzialnością i bez specjalnego zwracania na nią uwagi. Co innego jeśliby masonerii udało się uzależnić od siebie jednostkę na tym, czy innym odcinku, kierującą akcją za akcją tę odpowiedzialną - nawet przy zachowaniu sekretu, przez samą swą akcją jednostka taka szybko się zdekonspiruje. Jeśli już nie co do jej charakteru i roli, to co najmniej tytułu podejrzanego postępowania. A postępowanie będzie tym bardziej podejrzane w takim wypadku, im bardziej wyraźny i wyczerpujący program działania ma dana organizacja. Tam gdzie cele są bodaj szlachetniejsze, ale mgliście zarysowane i ogólnikowe, ewentualnie inteligencja lóż ma szerokie pole do działania, bo przy odrobinie sprytu i umiejętności argumentowania, największą podłość można przedstawić jako pewien etap w realizowaniu bardzo szlachetnych, ale odległych i mgliście sprecyzowanych celów. Dobro ogółu, sprawiedliwość społeczna, szczęście wszystkich i temu podobne ogólniki, to doskonała przykrywka dla wszelkiego rodzaju podejrzanych akcji, podobnie jak zbiorowa odpowiedzialność jest przykrywką dla zakonspirowanej mafii. Tam natomiast, gdzie program jest wyraźny, konkretny i wyczerpujący, gdzie każda kwestia jest jasno sprecyzowana, wolnomularstwo nie może działać bo będzie od razu zdemaskowane.

Wolnomularstwo w Polsce można zwalczać tylko przy pomocy pewności akcji, gdzie konkretnie wiadomo, kto do czego dąży i kto za to odpowiada. Niewątpliwie ustawa antymasońska jest wielkim krokiem ku uwolnieniu Polski od tajnej dyktatury lóż, sama ustawa nie wystarczy-najlepszym dowodem tego jest właśnie fakt nie stosowania wobec lóż "warsztatów" i "braci" artykułów kodeksu karnego. Wolnomularstwo radykalnie się zwalczy dopiero wówczas, gdy się pozbawi je siły polegającej prawie wyłącznie na sprzyjających warunkach - na wyraźność naszego ustroju, o którym sam premier powiedział, że nie jest ani demokracją, ani totalizmem, a o którym z równą słusznością można stwierdzić, że nie jest ani liberalny, ani elastyczny w sensie gospodarczym.

Radykalnie z wolnomularstwem możne rozprawić się tylko Ruch Narodowo-Radykalny. On tylko bowiem odpowiada wymaganym warunkom. Oparty jest o jednostkową odpowiedzialność, posiada jawny konkretny i wyczerpujący program, tudzież opiera się o jawność celów i metod. Nie zwalczają masonerii stare partie, każda z nich bowiem oparta jest o konspirację "własną", a w gruncie rzeczy od dawna już przez wolnomularzy opanowaną. Trudno zaś przypuszczać aby masoni sami siebie zwalczali na serio"[27].

 

We Włoszech masoneria została rozwiązana decyzją Mussoliniego w 1923 r. W roku 1925 policja w faszystowskich już Włoszech zajęła wszystkie znane lokale lóż masońskich[28]. Narodowa Partia Faszystowska likwidując loże masońskie, kierowania się chęcią zlikwidowania wszystkich opozycyjnych organizacji. Masoneria jako tajny związek mógł wymknąć się spod kontroli faszystów, a nawet wolnomularze mogli przeniknąć w szeregi partii faszystowskiej i wpłynąć na jej losy. Z tego właśnie powodu Mussolini zlikwidował loże masońskie chociaż rok wcześniej, bo w 1922 r. masonowie zapewnili Mussoliniego o swym poparciu dla niego i programu NPF[29].

W Niemczech, podobnie jak we Włoszech, ruch masoński został zlikwidowany wraz z likwidacją wszystkich partii politycznych, oraz organizacji z wyjątkiem faszystowskich. Ustawa z dnia 2 grudnia 1933 r. położyła kres działalności wolnomularskiej w Niemczech i to należy przyznać nie tylko oficjalnie[30].

 

Zarówno we Włoszech jak i w Niemczech ruch wolnomularski był nielegalny i godzący zdaniem faszystów w podstawy ustrojowe. Należy podkreślić, iż masoneria jak każda tajna organizacja była niepożądana w jakimkolwiek systemie władzy. Trudno zatem przyjąć, że walka faszystów z masonerią stanowi element składający się na pojęcie faszyzmu, i jeżeli odniesienie ma w doktrynie Ruch Narodowo-Radykalnego, to w ten sposób idea faszyzmu przyjęta została przez Ruch Narodowo-Radykalny.

Takie stwierdzenie jednak nie jest zupełnie bezpodstawne. Faszyzm jako system w wydaniu Włoch i Niemiec był systemem nacjonalistycznym. Organizacja wolnomularska natomiast ze swej istoty była organizacją ponadnarodową. Już samo to stanowiło, że w państwach gdzie dominował nacjonalizm, wolnomularstwo stanowiło wrogą wręcz organizację. Jednakże nie tylko to decydowało o stosunku władzy faszystowskiej do wolnomularstwa. Faszyzm jest przecież system totalitarnym, w którym elita sprawująca władzę ma monopol na tę władzę. Sama pozostaje poza jakąkolwiek kontrolą ze strony społeczeństwa, a jednocześnie kontroluje każdą dziedzinę życia publicznego i w skrajnym wydaniu (faszyzm) także całość życia prywatnego. Istniejąca struktura wolnomularska, której założeniem jest ochrona interesu określonej grupy ludzi, a wpływająca na decyzje ośrodków kierowniczych struktur podporządkowanych faszystom, szkodziła podwójnie. Raz przez brak kontroli nad nią, a wręcz to wolnomularze usiłowali przejąć kontrolę nad tymi ośrodkami dyspozycyjnymi, dwa to sfera życia prywatnego obywateli. W państwie totalitarnym jednostka nie liczyła się zupełnie. Wolnomularze mieli szansę "dotarcia" do owych jednostek i indywidualnego kierowania nimi tak, by tylko w ośrodku dyspozycyjnym loży można było powiązać je do wspólnego działania. Dawało to jednostce poczucie odrębności, miała punkt odniesienia i inną ideologię - zjawisko niepożądane i wrogie, wręcz "religii" niesionej przez faszystów. Toteż z tego punktu widzenia wolnomularstwo było szczególnie zwalczane właśnie przez faszystów. To "szczególnie zwalczane" stanowi cechę zaliczaną do cech charakteryzujących faszyzm. Doktryna Ruchu Narodowo-Radykalnego, jak wynika z przedstawionych poglądów teoretyków Ruchu, szczególny nacisk kładła na walkę z wolnomularstwem. Ten element tak intensywnie realizowany (próby ustawowego rozwiązania problemu wolnomularstwa) wskazują na cechy faszyzmu w ideologii Ruchu Narodowo-Radykalnego.

Można dzisiaj zadać pytanie: a jak obecnie oceniamy tajny związek?

 


[1]  K Hałaburda, "Falanga" nr 15, 1938, s. 5.

[2]  T. Gałąska, "Falanga" nr 15, 1938, s. 9.

[3]  K. Hałaburda, "Falanga" nr 15, 1938, s. 5.

[4]  Op. cit. 1.

[5] Op. cit. 1.

[6] Op. cit. 58.

[7]  Op. cit. 1, s. 7.

[8]  "Wolna Belgia", przedruk zamieszczony w łódzkim numerze "Co Słychać", 1938.

[9]  " Falanga" nr 11, 1938, s. 3.

[10]  "Falanga " nr 14, 1938, s. 3.

[11]  Lennkof-Levy, Wiener Freimauerzeitung" nr 6, 1927.

[12]  "Falanga" nr 12, 1938, s. 2.

[13]  "Falanga" nr 12, 1938, s. 2.

[14]  "Wiener Freimauerzeitung" nr 5, 1923, s. 3.

[15]  Op. cit. 13.

[16]  Op. cit. 13.

[17]  "Falanga" nr 10, 1938, s. 1-2.

[18]  "Falanga" nr 13, 1938, "Ruch masoński na Polskę", s. 4.

[19]  "Falanga" nr 12, 1938, s. 1-2.

[20]  "Falanga" nr 10, 1938, s. 1-2.

[21]  "Falanga" nr 13, 1938, s. 5.

[22]  "Falanga" nr 13, 1938, s. 5.

[23]  Op. cit. 23.

[24]  Op. cit. 23.

[25]  Op. cit. 23

[26]  "Falanga" nr 4,

[27]  K. Hałaburda, "Falanga" nr 13, 1938, s. 1i 2.

[28]  A. Gierowski, Historia Włoch, 1986.

[29]  A. Gierowski, Historia Włoch, 1986.

[30]  Ustawa z dnia 2 grudnia 1933 r. o zabezpieczeniu jedności partii i państwa

 

Kraków

31-540 Kraków
ul. Rzeźnicza 9 (na parterze)
tel.12/422-91-02, 784 427 922
e-mail: piotr.solhaj@adwokat.krakow.pl
Pn. i Śr. od 16 do 18

Wieliczka

32-020 Wieliczka

pl. Kościuszki 2 ("Różowa Kamienica")

tel.: 537 030 874

e-mail: piotr.solhaj@adwokat.krakow.pl

Wt. i Czw. od 16.00 do 18.00

Zaproponuj spotkanie